Gejom, lesbijkom i transom najlepiej u informatycznych gigantów
Jak donosi “Rzeczpospolita”, ukazał się nowy ranking firm najbardziej przyjaznych mniejszościom seksualnym. Pierwsze trzy miejsca zajęły kolejno IBM, Google i Cisco Systems.
Ranking International Business Equality Index przygotowywany jest przez Międzynarodową Izbę Handlową Gejów i Lesbijek (IGLOC), zrzeszającą przedstawicieli mniejszości seksualnych w biznesie. Zgodnie z regulaminem w badaniu mogą wziąć udział firmy, które mają swoje oddziały w przynajmniej 10 firmach i zatrudniają przynajmniej 5 tys. pracowników.
Pascal Lespine, prezes IGLOC, zwrócił uwagę, że druga edycja badania przyciągnęła dwa razy więcej firm niż w zeszłym roku. W tym roku do badania zgłosiło się ich aż 25, a 22 spośród nich prowadzi politykę wsparcia różnorodności we wszystkich krajach, w których działają.
Pomoc techniczna kontra użytkownik: Jak wyłączyć Pac-Mana?
Pomoc techniczna to miejsce styku pomiędzy światem geeków i ludzi zdrowszych od nas na umyśle, choć mniej niż my lotnych. Nieraz zetknięcia tych światów prowadzą do sytuacji, które wywołują salwę śmiechu wśród osób zatrudnionych w rozmaitych helpdeskach.
Tym razem trafiło na pomoc techniczną Google. Po tym jak na 30 rocznice powstania Pac-Mana gigant wstawił do swojego logo tę grę, do Google’a zadzwoniła kobieta z zapytaniem jak się jej pozbyć. Z rozmowy wynika, że kobieta to starsza pani. Przebieg rozmowy wyglądał następująco:
Piesza, która wlazła na autostradę pozwała Google za wskazanie jej złej drogi
Lauren Rosenberg pozwała Google za to, że usługa Maps wskazała jej zły kierunek podczas spaceru. Kierując się wskazówkami z Sieci, weszła na autostradę, a tam potrącił ją samochód.
Teraz Sąd Okręgowy w Utah zdecyduje, czy gigant może być uznanym za winnego tego wypadku. Kobieta żąda 100 tys. USD odszkodowania – na tyle wyceniła swoje „fizyczne, emocjonalne i psychiczne urazy, w tym ból i cierpienie”.
Czy Premier Tusk rozwiąże paradoks kłamcy?
Praktycznie każdy z nas korzysta z Google. Wiara w informacje wyświetlane przez siedzącego w Mountain View Googlebota, szczególnie gdy pojawią się na pierwszej stronie wyników wyszukiwania, jest ogromna.
W weekend ktoś wykorzystał wiarę ludzi aby podmyć zaufanie do samego Prezesa Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej. Teraz po wpisaniu frazy „kłamca” w pasku wyszukiwania Google’a, na pierwszym miejscu pojawia się wpis z Wikipedii prezentujący informację o premierze, Donaldzie Tusku. Obrazuje to poniższy zrzut ekranu:
Twórca Facebooka to hardcore’owy maniak seksualny?
Mark Zuckerberg, twórca Facebooka, miał nadzieję, że film pt. “The Social Network” oczyści jego wizerunek. Jednak czarna komedia na podstawie książki “The Accidental Billionaires” autorstwa Bena Mezricha, przedstawia go jako hardcore’owego maniaka seksualnego. Producentem filmu został Kevin Spacey, reżyserem Devid Fincher, a scenariusz napisał Aaron Sorkin.
W zeszły piątek Zuckerberg obchodził swoje 26 urodziny i zamierzał je spędzić (jak przystało multimilionerowi) na Karaibach – jednak nie było to mu dane. Zamiast się zabawiać po swojemu, musiał siedzieć w firmie i szukać sposobów na uspokojenie użytkowników Facebooka, przerażonych że “Twarzoksiążka” będzie sprzedawała dane z ich życia w Sieci. Na dodatek jeszcze wypłynął ten niemiły dla niego film, który w pruderyjnej Ameryce może chłopakowi nieco zaszkodzić.
(więcej…)
Prezes Google ma nowego zdalnego sobowtóra
W zeszły weekend współzałożyciel Google’a, Siergiej Brin, nie mógł być obecny na pewnej naukowej gali. W zastępstwie wysłał więc robota, którym zdalnie sterował. Niektórzy uznali to za niesamowite, dla innych jednak było to coś przerażającego.
Jak donosi blog Down Avenue, Brin wykorzystał do tego celu robota Texai stworzonego przez firmę Willow Garage. Robot ma wbudowany w swoją głowę dwustronny monitor, wyświetlający obraz na żywo, specyficzną, długą “szyję” oraz napęd, zapewniający swobodne poruszanie się.
Brin i Page: zgarnęli wszystko, opętali każdego i zostawiają nas samych
Założę się, że się tego nie spodziewaliście. Brin i Page puszczają swoje akcje Google. Nie są to oczywiście wszystkie akcje, ale powiedzmy otwarcie – chłopcy nie mają już siły na sprawowanie władzy, więc oddają pakiet kontrolny.
Akcje będą sprzedawali przez pięć lat – zgarniając tym samym około 3 milardy dolarów na łepka. Nie za dużo w sumie, więc nie zazdrościmy.
Bardziej martwi nas pytanie: co dalej? Wspaniali, biali chłopcy zostawiają samych miliony użytkowników na całym świecie. Ich lubrykatorowe koncepcje nie będą nas już rozgrzewały do czerwoności, pobudzały naszej innowacyjności, zachęcały do działania.
Google: tajemnicza plaga spadła na gazety!
Cóż to za zagadkowa epidemia? Według dyrektora generalnego Google, Erica Schmidta, to wina diabelnie wolnych gazet internetowych. O co chodziło temu zacnemu Panu – nikt tego nie wie. Ale z dziennikarskiego obowiązku przytaczamy jego wypowiedź. Jeśli ktoś ją zrozumie, zachęcamy do podzielenia się wnioskami w komentarzu.
Schmidt przemawiał dzisiaj na dorocznym spotkaniu amerykańskiej Newspaper Association (jakim cudem utrzymali tę instytucję?!). Został zapytany, dlaczego gazetom źle się wiedzie. Oto jego błyskotliwa odpowiedź: (więcej…)
Ktoś tu kocha broń, ale nie jelonki Bambi. Słowo na temat krwiożerczości Google
Google zatrudnia zespół wytrawnych ale i (jak się zaraz okaże) bezwzględnych kierowców, którzy przemierzają Amerykę obładowani różnym sprzętem do rejestrowania obrazu. Ich nadrzędnym celem jest zrobienie zdjęć ulicom, tak by później użytkownicy Google Maps (a właściwie Street View) mogli z łatwością odnaleźć się na mapie (tak, tak, oni potrzebują bardziej zaawansowanej legendy).
Okazuje się, że sprzęt fotograficzny Google lubi sobie czasami „pstryknąć” w niekoniecznie odpowiednim momencie. I tak, kilka dni temu pewien miłośnik Harley-Davidsona został sfotografowany podczas spaceru z całkiem niezłym gnatem w ręku. Co w tym samym czasie zrobił wóz prowadzony przez zagapionego kierowcę?
Panowie, piszemy przeglądarkę. Google płaci za to frajerom 500 milionów dolarów
Oczywiście, dla większości Czytelników najlepszego serwisu w tym wymiarze rzeczywistości 500 milionów USD jest tylko napiwkiem, ale oszołomy z Mozilli podniecają się takimi kwotami. Stąd też Google wpadło na pomysł, by drobne przewieźć do ojców Firefoksa, bo bilon jednak zajmuje cenne miejsce magazynowe.
Ojcowie Firefoksa w zamian za to złożyli uroczystą przysięgę, że już nigdy nie przyjdzie im do łbów zastanawiać się, czy to na pewno jest dobrze, że Google jest domyślną wyszukiwarką w ich produkcie. Taktyka dobra, bo przycież Yahoo! i Microsoft nie mieliby nic przeciw, by to ich wyszukiwarki dzierżyły palmę pierwszeństwa.


