Nazwa witryny internetowej imieniem dla nowo narodzonego dziecka
24 maja br. po raz pierwszy na świecie transmitowano przez Internet narodziny dziecka w wodzie. Za miejsce narodzin wybrano centrum narodzin Aqua Natal mieszące się w Chino, USA. Na cześć tego wydarzenia rodzice zdecydowali się nazwać dziecko Chattrspace, tak samo jak nazywa się witryna, poprzez którą odbędzie się transmisja – chattrspace.com.
Szczęśliwi rodzice stwierdzili, że skoro narodziny ich dziecka mają miejsce w XXI wieku, to będzie ono uczestnikiem przemian i postępu w dziedzinie technologii i opieki zdrowotnej. Niech więc pierwszym krokiem w jego życiu będzie transmisja on-line narodzin.
(więcej…)
Piesza, która wlazła na autostradę pozwała Google za wskazanie jej złej drogi
Lauren Rosenberg pozwała Google za to, że usługa Maps wskazała jej zły kierunek podczas spaceru. Kierując się wskazówkami z Sieci, weszła na autostradę, a tam potrącił ją samochód.
Teraz Sąd Okręgowy w Utah zdecyduje, czy gigant może być uznanym za winnego tego wypadku. Kobieta żąda 100 tys. USD odszkodowania – na tyle wyceniła swoje „fizyczne, emocjonalne i psychiczne urazy, w tym ból i cierpienie”.
Twórca Facebooka to hardcore’owy maniak seksualny?
Mark Zuckerberg, twórca Facebooka, miał nadzieję, że film pt. “The Social Network” oczyści jego wizerunek. Jednak czarna komedia na podstawie książki “The Accidental Billionaires” autorstwa Bena Mezricha, przedstawia go jako hardcore’owego maniaka seksualnego. Producentem filmu został Kevin Spacey, reżyserem Devid Fincher, a scenariusz napisał Aaron Sorkin.
W zeszły piątek Zuckerberg obchodził swoje 26 urodziny i zamierzał je spędzić (jak przystało multimilionerowi) na Karaibach – jednak nie było to mu dane. Zamiast się zabawiać po swojemu, musiał siedzieć w firmie i szukać sposobów na uspokojenie użytkowników Facebooka, przerażonych że “Twarzoksiążka” będzie sprzedawała dane z ich życia w Sieci. Na dodatek jeszcze wypłynął ten niemiły dla niego film, który w pruderyjnej Ameryce może chłopakowi nieco zaszkodzić.
(więcej…)
Apple karze zwolnieniem za pomoc Haitańczykom. Nie kupowali iPodów
“Haiti jest biedne i nie kupuje iPhone’a. Skoro nie kupuje naszych produktów, to po co mu pomagać?” – taka myśl przebiegła przez głowę szefa pewnego pracownika Apple, który wziął sobie wolne, by stawić czoła kataklizmowi. Co zrobił szef? Zwolnił idiotę, który nie wiedział, że czas należy inwestować tak, żeby firma odnosiła finansowe korzyści.
Całą historię opisał sam zwolniony na skarżypyckim Facebooku. Oto jego wersja:
“Last week I was presented a time-sensitive opportunity to fly to Santiago in the Dominican Republic as part of a volunteer relief group, assisting in sending aid to Haiti. I was working with a volunteer group that was being co-sponsored by Airline Ambassadors, an N.G.O. program working in conjunction with the airlines, as well as the United Nations. I followed the standard procedure for calling out of work at exactly 4:47am on January 16th, the same hour that I was notified that I was eligible to participate in the program. I was gone for five days.
Google: tajemnicza plaga spadła na gazety!
Cóż to za zagadkowa epidemia? Według dyrektora generalnego Google, Erica Schmidta, to wina diabelnie wolnych gazet internetowych. O co chodziło temu zacnemu Panu – nikt tego nie wie. Ale z dziennikarskiego obowiązku przytaczamy jego wypowiedź. Jeśli ktoś ją zrozumie, zachęcamy do podzielenia się wnioskami w komentarzu.
Schmidt przemawiał dzisiaj na dorocznym spotkaniu amerykańskiej Newspaper Association (jakim cudem utrzymali tę instytucję?!). Został zapytany, dlaczego gazetom źle się wiedzie. Oto jego błyskotliwa odpowiedź: (więcej…)
“Flaga na maszt, Irak jest nasz, a rower jest wielce ok”, czyli ile dla Cisco znaczy dobry jednoślad
Powszechnie wiadomo, że niezbywalnym dobrodziejstwem dla świata technologii jest firma Cisco i jej niezwyciężeni rycerze. Joe Burton, jeden z szefów Cisco, też jest takim cnym bojownikiem o świetlaną przyszłość w sieciowym królestwie. Choć to nieprawdopodobne, według pewnego sprzedawcy rowerów, ten wzór cnót i zalet to zwyczajny bałwan.
Burton pełni funkcję dyrektora technicznego w Unified Communications System, jednak wydaje się, że sam ma chroniczne problemy z komunikacją międzyludzką.
Burton mówi o sobie: “rowerzysta-amator”. Rozwścieczony tym, że jego wart 4 tysiące dolarów bicykl pozostaje w magazynie dzień dłużej niż powinien, cny rycerz natarł na sklep rowerowy w Pleasanton (Kalifornia), by osobiście dokręcić ostatnią śrubkę i móc wreszcie cieszyć się swym nabytkiem.

